Recenzje

 

 

 

  • „Pierwsza indywidualna wystawa prac Barbary Bieleckiej-Woźniczko odbyła się w 1972 roku kiedy była jeszcze studentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie studiowała pod kierunkiem wybitnych artystów i pedagogów: prof. Henryka Tomaszewskiego (dyplom w 1974 r. na Wydziale Grafiki – plakat) i prof. Jerzego Tchórzewskiego (pracownia malarstwa). Poznałam ją jako autorkę obrazów kameralnych, pełnych ciepła, liryzmu, odznaczających się miękkim rysunkiem, jakby zamglonych, rozmytych, delikatnych w kolorystyce. W późniejszych pracach rozszerzyła swój repertuar formalny i tematyczny, sięgając m.in. po  spotęgowaną ekspresję. W cyklu „Zagłada Ormian” ostro zabrzmiała nuta przejmującego dramatu wydobytego za  pomocą kontrastowej, mocnej w brzmieniu gamy barwnej oraz  niespokojnych dynamicznych form.”

 Lija Skalska-Miecik, PASMO 14 grudnia 2005

  • „Ararat i śpiew płomieni” – tekst Andrzeja Jarskiego o obrazie „Moje korzenie” zamieszczony w katalogu wystawy z okazji 35-lecia pracy twórczej w Galerii Uw 2008 r.

Daleko w powietrzu rozrzedzonym dwa bazaltowe szczyty wygasłego wulkanu na    Wyżynie Armeńskiej. „I osiadła arka na górach Ararat”. Koniec potopu? W oczach trzech kobiet: Babki, Matki i Córki dostrzegam jednak przyczajoną zapowiedź następnej zagłady, i następnej …Trzy kobiety, trzy portrety wizyjne. Babcia-hieratyczna, wyraźny kontur pewnie stąpającej po ziemi, silnej osobowości. Cały obraz „ciąży, przechyla się” w Jej stronę … Ona jest opoką, pra-schronieniem, źródłem wierności ! U Jej nóg gałązka granatnika koi jak dziecko poczęte w miłości. Ale … pożar już się tli. Pierwszy śpiew płomieni, w tle, gdy przesuwam wzrok ku matce. Mistrzostwo artystki w obrazie „Moje korzenie”. Intensywność symboliki, głębia znaczeń. Z matką wędrujemy od ziemi, zakorzenienia, mocy, ku długim włosom, ku morzu pochłaniającemu swobodną suknię (tunikę), ku mocno pomalowanym ustom …Kobieta w pełni swojej kobiecości. Ale …kolejny splot napięć, kolejne wyzwanie dla mojej, dla naszej wyobraźni! Woda morza niebawem zatopi tę Piękną Marzycielkę (?)

Woda… żywioł cierpiący, żywioł melancholijny. W subtelni namalowanej twarzy zwracają uwagę wielki oczy o spojrzeniu potwierdzającym – jednak – spełnienie. Lotny charakter tej postaci – Barbary Bieleckiej-Woźniczko, falista linia, delikatny rysunek, subtelna kolorystyka w zestawieniu z potężną ekspresją z jaką została namalowana Babcia w fioletowo – purpurowej gamie, pozwalają przywołać Williama Blake’a i przeciwstawić  „Pieśni doświadczenia” – „Pieśniom niewinności”.

Na linii Araratu, najwyżej, w powietrzu i w ogniu, Córka. Jak liść zawieszony na drzewie, której pniem – Babka a gałęzią – Matka. Córka z włosami młodej dziewczyny, z twarzą i oczami dojrzałej kobiety … Tylko głowa Córki. Poza czasem, patrzy „w siebie”, przeniknięta dojmującym pragnieniem zrozumienia, ogarnięcia swojego Losu …

Kompozycja obrazu narzuca nieodparcie skojarzenie z ptakiem, który, za chwilę poderwie się do lotu ! Ilekroć kochamy, zawsze ukochanej istocie, przypinamy skrzydła.  Ptaki z marzeń nie znają śmierci, nigdy nie ujrzymy ptaka umierającego w locie ! Kobiety Basi – istoty, które wznoszą głowę ponad materię. Jej czas otwarty na sprawy ducha, jej czas wolności, czas … naszej wolności. Gdy myślę o „Moich Korzeniach” – obrazie Basi wstępującej w siebie – Jej osobowość – ormiańska, egipska, grecka, polska, bizantyjska … – przegląda się w tej głęboko refleksyjnej wizji i lepiej pozwala zrozumieć „Zagładę Ormian” czy cykl „Macierzyństwo”. Bogactwo tego malarstwa prowokuje do wielu odczytań, a to, co ja dostrzegam, to tylko moja, bardzo niepełna, interpretacja.

Andrzej Jarski

  • Wcześniejsze obrazy Barbary Bieleckiej-Woźniczko odzwierciedlają krąg jej  zainteresowań: portrety matki i innych bliskich osób, wspomnienia z historii rodziny, przeżycia z dzieciństwa i wczesnej młodości, pejzaż rodzinnych stron. Te przypomnienia  są jak cienie rzucone na biały blejtram. Późniejsze kompozycje wypełnia postać ludzka, architektura, zwierzęta, kwiaty, drzewa… Charakteryzuje zamaszystość i jednocześnie pewna szkicowość przy zachowaniu studyjnego skupienia na wybranych detalach. Barbara obserwuje rzeczywistość w jej naturalnym wymiarze, z właściwą jej ruchliwością, zmiennością koloru, żywego światła i dynamiką żyjących istot, pulsowaniem żył i ruchem całego ciała ludzi, zwierząt i ptaków. Przejście od wczesnych do późniejszych obrazów jest łagodne, ewolucja wynika z fascynacji urodą życia i świata. Zauroczenie nagle zobaczonym ciekawym tematem znajduje swój wyraz w jej obrazach, gdzie wypracowany szczegół i ledwo widoczny zarys dopełniają się. Wielorakość interpretacji przedstawień zawsze fascynuje w sztuce. Temat obrazu może być jednoznaczny, ściśle określony o precyzyjnym znaczeniu – może być formą otwartą, budzącą rozliczne skojarzenia. Malarstwo Barbary Bieleckiej – Woźniczko wpisuje się w oba te nurty, stwarzając bogactwo interpretacji jej sztuki. Godnym podkreślenia jest także fakt, że Basia od lat znajduje czas aby swoimi zdolnościami i wiedzą dzielić się z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, prowadząc w Domu Kultury Stokłosy zajęcia z rysunku i malarstwa. Wspiera obrazami aukcje charytatywne służące pomocą „innym”.

Franciszek Maśluszczak, katalog wystawy 35-lecie Pracy Twórczej, Galeria U, 2008

  • Wystawa „W stronę Dolinki” jest swoistym hołdem malarki oddanym temu szczególnemu miejscu, inspirującemu artystów i stymulującemu ich do działania. Niepowtarzalny charakter Służewa -  sielskiej enklawy pośród miejskich blokowisk pozwala na wyciszenie i kontemplację. Barbara Bielecka-Woźniczko przez kolejne lata znajduje tu tematy do swoich obrazów. Artystka „odrealnia” zastaną rzeczywistość nadając jej nowe, bajkowe, nieco teatralne znaczenie. Dzięki swej wrażliwości i wyobraźni potrafi wydobyć a następnie przenieść na płótno urok pozornie martwych kamieni leżących gdzieś na trawniku lub uchwycić nastrój płynącej wody. Pokazać ulotne piękno gołębi, które przysiadły na chwilę. Malarstwo Barbary broni się przed łatwą klasyfikacją. Jest bardzo osobiste. Wykracza poza ramy naturalizmu i realizmu. Można, co najwyżej, doszukać się w nim związków z symbolizmem. Artystka znalazła swoją własną formę wypowiedzi. Obrazy posiadają swoistą poetykę. Nie ma w nich nachalnej dosłowności. Za ich pomocą Basia przenosi widza w inny wymiar… Przyroda ożywa tu na nowo. Jest rzeczywista i baśniowa zarazem. Chociaż widoczna, nie ona jest tu głównym bohaterem. Stanowi jedynie pretekst do przekazywania innych treści. Wyciska swe piętno w obrazach, ale sama również zyskuje, za sprawą artystki. Służewski pejzaż hojnie obdarza wszystkich swym pięknem. Prawdziwą sztuką jest je odnaleźć, a jeszcze trudniej przełożyć na język malarstwa. Basia robi to z sukcesem.

 Mirosław Miroński, Katalog  wystawy  „W stronę dolinki”,  2008

  • „Cztery wymiary” malarskiej opowieści o kondycji człowieka w makro- i mikrokosmosie – kobiety, matki, córy rodu spod góry Ararat. Oniryczność tej sztuki jest oczywista.

Z pracowni Jerzego Tchórzewskiego – Barbara Bielecka-Woźniczko posługuje się pełnią barw, ale kobaltowe błękity, ultramaryny, turkusy, szmaragdy rozbłyskujące siarkową żółcią czy karmazynem, mają szczególną siłę. Linia zazwyczaj jest płynna, laserunkowa, plama prześwietlona różnorakim pigmentem, kształty mięsiste, zoomorficzne. Pejzaże zdają się być z gatunku abstrakcji lirycznej, lecz jest w nich tak wielki ładunek emocji, swoistej „tajemnicy”, że zdecydowanie nasuwa się tu trop symbolizmu. Większość z nich powstała pod wpływem muzyki – jedne poetyckie, kontemplacyjne, inne wirujące, wybuchające feerią dźwięków, przełożonych na wysublimowane barwne kompozycje. Nawet, gdy malarka tworzy silnie zgeometryzowane, ciężkie formy strukturalne, to są one pełne wewnętrznej energii, dalekie chłodnym wyrozumowanym abstrakcjom geometrycznym. Tu farba kładziona jest grubym impastem, a z powierzchni płótna wyłania się krawędź doklejonej tkaniny, podkreślająca granicę między żywiołami mroku i światła.

Malarstwo figuratywne artystki jest na swój sposób odrealnione, wręcz ikoniczne. W aktach próżno szukać szczególnej zmysłowości, cielesności. Za to biologiczność form, ich specyficzną organiczność, odnaleźć można w niektórych pejzażach metafizycznych, w których zastosowane są twory chrząstkowe, żylaste, skórzaste i ciekłe, jak wody ustrojowe żywego organizmu. W odmienny sposób manifestuje się owa zmysłowość w skromnych obrazach z pleneru. Gdy artystka maluje otaczającą naturę, to oddaje jej cały swój kunszt by przedstawić istotę drzewa, psa, kozy, gołębia z ich roślinną, zwierzęcą duszą, nie przetworzoną przez apodyktyczny antropocentryzm.

Konsekwentność jej sztuki widoczna jest nawet w serii obrazów przedstawiających wnętrza kościelne na warszawskim Ursynowie. Kompozycje są bardzo osobiste i uniwersalne zarazem, pełne symboli i znaczeń, stanowią szczególną metaforę duchowości i  sacrum poprzez wrażenia estetyczne: światła, barwy, rytmów i kształtów architektury. W pewien sposób pokrewne są obrazom powstałym pod wpływem obejrzanych przedstawień operowych czy baletowych, gdzie suma rekwizytów teatralnych, wrażeń  scenicznych, światła, rytmu muzyki, ruchu tancerzy składa się na metaforyczną całość.

 Tematy i wątki są różne, różne sposoby obrazowania, jednak wciąż jest to ta sama opowieść o nieustannym przemieszczaniu się świata w czasoprzestrzeni napędzanej grawitacją, o cyklu życia pośród czterech żywiołów – od narodzin ku przemijaniu i ponownym narodzinom.

Anna Zabrzeska-Pilipajć, Katalog, Cztery wymiary, 2015